Brak widzialnych i odczuwalnych owoców modlitwy

Brak widzialnych i odczuwalnych owoców modlitwy może być jednym z powodów problemów z nią. Kiedy się modlimy i kontemplujemy, ale nie widać owoców tej kontemplacji, tracimy zapał, przychodzą myśli, że to nie ma sensu, że to strata czasu, bo Bóg do mnie nie mówi. Kiedy przychodzą momenty zniechęcenia do modlitwy, bo nie widać owoców, bo jest ona tak bardzo niedoskonała, pełna rozproszeń, to musimy sobie uświadomić, że podstawą modlitwy, jest nasza wierność. Modlitwa to kwestia naszego wyboru, naszej decyzji, którą musimy podejmować pomimo zniechęcania i lenistwa, czyli wbrew naszym uczuciom. Nie jest aż tak istotne czy modlitwa nam wychodzi, bo przecież mamy skupiać się na Nim, a nie na sobie, a roztargnienia mogą stać się przydatne, by uczyć nas pokory, pokazywać nam nasze słabości i wciąż nieuporządkowane obszary naszego wnętrza.
Problem może również leżeć w tym, że nie słyszymy Boga, bo jesteśmy za daleko, żeby Go usłyszeć. Natłok codziennych spraw, zaliczanie kolejnych spraw z listy rzeczy do zrobienia, zajmują nie tylko większość mojego czasu, ale też i mojego serca. Skoro relacja z Jezusem jest tak ważna dla mnie, to dlaczego codzienne sprawy i obowiązki zajmują więcej miejsca w moim sercu niż On?

Dlaczego zaliczenie następnego punktu z listy jest bardziej pilne niż modlitwa, która przecież jest spotkaniem z moim Panem? Modlitwa nie powinna być tylko chwilowym oderwaniem od naszych obowiązków, a jeśli tak jest, to konsekwencją będą problemy z usłyszeniem Boga, bo żeby Go usłyszeć potrzeba wyciszenia. Modlitwa to – jak w przypadku Mojżesza, kiedy po raz pierwszy spotyka Boga – „wejście na górę”, bo tylko tam można spotkać Boga na osobności. To „zdjęcie butów”, bo przecież spotykam się z kimś tak potężnym, moim stworzycielem i staję przed Nim boso, czyli bez masek, odsłaniając siebie prawdziwego, bo tylko wtedy możemy nawiązać prawdziwy kontakt z Bogiem. To właśnie wtedy, w odosobnieniu, „na górze”, w czasie modlitwy, Bóg może mnie przemieniać, mówić mi co mam robić, dawać wskazówki i kierować moim życiem. Bez tego, bez codziennego spotykania się ze swoim Stwórcą, idę jakby na oślep.