Aktywność czy kontemplacja.?

Aktywność czy kontemplacja?

Aby dobrze zrozumieć dzisiejszy tekst Ewangelii, musimy spojrzeć na kontekst wybranego fragmentu. Wcześniejsze wersety, czytane w poprzednią niedzielę, to przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Na pytanie „kto jest moim bliźnim” Jezus daje odpowiedź, porównując zachowanie starszych Izraela i Samarytanina. Natomiast słowa kończące tą przypowieść: „idź i ty czyń podobnie”, wzywają do czynu. Po opowiadaniu o wizycie Jezusa w domu przyjaciół, mamy początek nowego rozdziału w którym Mistrz z Nazaretu uczy słów Modlitwy Pańskiej. Sam wątek Marii i Marty jest mostem łączącym działanie i modlitwę. Wczytując się w kontekst tego opowiadania, łatwo zauważymy pewien układ: działanie, słuchanie, kontemplacja, które w Ewangeliach wzajemnie się przenikają. Ten ciąg ewangelicznych przypowieści wpisuje się doskonale w schemat i postawy w życiu, zarówno bohaterów Nowego Testamentu jak i dziś żyjących chrześcijan.

Chrześcijaninem zostaje się z obowiązku lub z wyboru. Przyniosą człowieka do chrztu, ubiorą w piękną suknię lub garnitur do I Komunii, przez ponad 10 lat będzie uczęszczał na lekcje religii, potem bierzmowanie, ślub kościelny, coroczna kolęda i czasem spowiedź czy wieczorny pacierz. Gdzieś tam, w kącie serca, jest miejsce na Boga czy katolicyzm od wielkiego święta czy wydarzenia. Wiara z obowiązku, przyzwyczajenia, tradycji. A w pewnym momencie swego życia obowiązek musi zostać zastąpiony wyborem. Wyborem najlepszej cząstki. Tego co najważniejsze, a co dziś wskazała nam Maria. Spotkania z Panem. Bo bez tego najlepszy nawet pomysł, czyn, największy zapał, upadnie czy zagaśnie. Stanie się letni, przeciętny, zwyczajny. Owszem, nie wolno nam potępiać Marty. Jej postawa też jest ważna, z jej pomocy często korzystał Jezus z uczniami. Musimy pamiętać, że najlepszą cząstkę zdobywamy również przez codzienną pomoc Marty. Uczmy sie jednak na jej błędach, pamiętając, że można tak się zabiegać iż człowiek zapomni o Najważniejszym. Dlatego, dokonując wyboru, trzeba ustalić właściwą hierarchię. Jednak i w postawie Marii można dostrzec coś niepokojącego. Maria obrała to, co najlepsze, ale pamiętajmy, że zawsze jest to cząstka. Żyjąc na ziemi nie można zapomnieć o naszej codzienności.

Pełnię chrześcijaństwa osiągnie się dopiero z połączenia aktywności Marty i zasłuchania Marii. Nie można być albo jedną albo drugą. Nie wolno koncentrować się tylko i wyłącznie na pracy, przyjmując postawę zabieganego działacza, który nie ma czasu dla siebie i Boga. Ale nie wolno nam też zapominać, że wciąż żyjemy na ziemi i obok są ludzie i tyle do zrobienia.

Pamiętajmy. Jezus nie nakazuje nam ciągle apostołować. Nie każe nam także spędzać całego dnia na modlitwie. Dopiero pełna harmonia czynu i kontemplacji potwierdzi nasz wybór. Działanie i praca powinny nierozłącznie wypływać z modlitwy i spotkania z Panem. Dlatego dobrze ukształtowany chrześcijanin wie, że jego życie nie stoi przed dylematem: działanie czy kontemplacja. Wie i pamięta, że czyn i modlitwa to jedność, że godzina Marii to początek czasu Marty, że wpierw trzeba poznać czego chce od nas Bóg, aby potem to realizować, na co zawsze będzie miał dość czasu i sił.

Przeciwnicy modlitwy powiedzą, że jest ona bezsensowna i bezproduktywna. Św. Benedykt z Nursji powiedział: „Ora et labora”, czyli módl się i pracuj. Te słowa stały się mottem i dewizą przewodnią zakonów o regule benedyktyńskiej. I modlitwa i praca są jednakowo w naszym życiu ważne, chociaż owoce pracy, są na pewno bardziej widoczne, niż efekty modlitwy. Człowiek pracując wytwarza dla siebie i innych jakiegoś rodzaju dobro. Czy modlitwa może stanowić dla kogoś jakieś dobro? W zamkniętych zakonach, mnisi poświęcają wiele czasu modlitwie.